1 listopada 2016

Moda.

Nie jestem znawcą mody, ale coś mnie tknęło po trafieniu na te fotografie:


Jedna przedstawia pokolenie moich rodziców, a druga dzisiejsze, młode pokolenie.

O modzie możemy mówić dopiero od początku ubiegłego wieku, kiedy to nastąpiła "rewolucja" w modzie. Kobiety zaczęły się uwalniać z obcisłych gorsetów na rzecz wygodnych sukienek. 


Moda jednak była przychylniejsza szczupłym, chłopięcym kształtom.


Sukienki miały obniżony stan, co optycznie zwężało biodra i sprawiało, że talia była mniej widoczna.


Lata trzydzieste XX wieku, to już długie, błyszczące suknie do ziemi, kostiumy podkreślające kobiecą sylwetkę.


Dopasowane kostiumy, spodnie, obcisłe spódnice, sztuczna biżuteria, rękawiczki, kapelusze, na wyjątkowe okazje długie suknie z połyskujących materiałów. 


Mężczyźni nosili długie płaszcze z granatowego płótna, szerokie płócienne spodnie i czarne skórzane buty do pół łydki. Ubiór nastolatków znacznie różnił się od dorosłych.


Wczesne lata sześćdziesiąte charakteryzowały luźne spodnie krojem przypominające spódnice, 



natomiast po sukcesie filmu "Beach Party" w 1963 roku, szturmem do mody weszło bikini, zastępując dotychczas noszone "Reformy".



Pod koniec lat 60 Amerykę podbiły mini spódniczki, powoli rozpowszechniając się na inne kontynenty.


Duży wpływ na mode w tamtym czasie miał ruch hippisowski. 


Były to dzwonowate spodnie, 


zwykle ręcznie wykonane, kwieciste bluzki z szerokimi rękawami , wytarte jeansy, cygańskie spódnice.


Lata 80-te uważane są za okres kiczu. Obowiązywał przede wszystkim kolor i połysk. 



Królowały leginsy, botki za kostkę i swetry w rozmiarze XXL. Był to czas odejścia od kwiatów i innych wzorów.


Lata 90-te to wytarte jeansy, neonowe kolory i szerokie sportowe bluzy.


Bardzo ważne było eksponowanie szerokich ramion przez poduszki w żakietach i skórzane kurtki modne do dziś.



 Podstawą były intensywne barwy i duża ilość materiału oraz asymetryczne kroje.

Wiek XXI modne wszystko: Metal, Emo. Dresy, Plastik itd...


Gdzie jest puenta? Od niej zacząłem :-P



Jacek

30 października 2016

Jesiennie.

Grażyna:
Im więcej lat wchodzi mi na kark, tym bardziej lubię i doceniam jesień.
Z dwóch powodów: za kolory i spokój.
Nie jakąś tam wielką ciszę na zewnątrz bo ulewy i wichury wcale ciche nie są, ale wszystko dookoła spowalnia i zasypia, więc i człowiekowi jakoś tak... spokojniej.
Natomiast kolory powalają swoją paletą barw :-)




Ich intensywność zależy od kąta padania słońca, albo chowania się go za chmurą.
Żadna pora roku nie może poszczycić się ta kolorową szatą ;-)

Jacek zbierał buczynę, a potem ją skubaliśmy :-P jak wiewiórki.



Dawno nie wędrowałam z aparatem, z różnych powodów, a dziś, gdy już zaczynałam się rozkręcać...

Szkoda, że łódka nie jest drewniana, bo klimatu mi zabrakło :-)

...po przejściu 1,5 km zaczęło padać... :-/
Szliśmy przed siebie, ale po chwili zerwała się ulewa i zdezerterowaliśmy. No nie potrzebne nam katarusy i inne takie :-)



Właściwie nie wiem czemu ma służyć ten post...


Może temu, że życie jest jak ścieżka na której są zakręty...
I warto zająć się tym co pod nogami, a nie tym co jest za zakrętem, bo możemy nawet do niego nie dojść.
Listopad jest dla mnie tym zakrętem w który wchodzę i zupełnie nie wiem jak zakończy się wyjście z niego.
Żadnych planów! Tylko to co życie przyniesie :-)

Jacek:
Miał być spacer wokół Jeziora Przywidzkiego.
Pierwszy tej jesieni.
Miał, bo pomimo początkowego słońca i pięknych kolorów jesieni, po 20 minutach wędrówki złapał nas deszcz i zakończył naszą wycieczkę.
Plany planami, a rzeczywistość...?
Wracając w deszczu do auta pomyślałem już któryś raz z kolei: żyjmy tak jakby jutra miało nie być, dniem dzisiejszym, pielęgnując wspomnienia.
Życie i tak nieustannie weryfikuje wszystkie NASZE plany, niekoniecznie na naszą korzyść...

Obudź się i żyj! 

Grażyna i Jacek

20 października 2016

AmberExpo

Jacek:
16.10.2016 w Gdańsku odbył się już o raz trzeci Półmaraton AmberExpo,
(fotki zapożyczone z neta)



 z nieporównywalnie innym medalem niż w zeszłym roku



Nie brałem udziału w półmaratonie, ale pobiegłem w biegu towarzyszącym na 5 km.
Był to mój pierwszy i ostatni bieg zorganizowany w tym roku.
Na piątkę dotarło do mety 455 osób, czas na ukończenie biegu 60 minut.
Pomimo, że stanąłem 10 m za linią startową, przez pierwsze 20 metrów musiałem się przebijać przez "spowalniaczy, co nie było łatwe. Raz z jednej, innym razem z drugiej strony, trzeba było szukać luki by się przepchnąć. Gdy już mi się to udało, biegłem do samego końca w tej samej grupie, w stałym tempie ok 5:26 min/km.
Na metę dotarłem jako 186 z czasem 27:13 netto. Dobry wynik, biorąc pod uwagę moje treningi, a właściwie ich brak. Nastawiłem się psychicznie na złamanie 28 min i się udało. W tej chwili już nie czas jest ważny, ale by w ogóle ten dystans dać rady przebiec.

Grażyna:
Od 2 tyg Jacek prosi, żebym COŚ skrobnęła na temat tego biegu, takie tam "okiem kibica" :-)
A przecież tak trudno zebrać się do czegokolwiek, gdy wstaje się o 5 i wraca o 17... :-P

Swoją tęsknotę do biegania musiałam mocno uśpić, ale przy takich imprezach wychodzi ze mnie
z siłą lwa.
Patrzę na tych wszystkich ludzi i dokładnie wiem co myślą, czują i do czego dążą i o ile nic ich po drodze nie zatrzyma.
To był chłodny dzień, przenikliwy, zimny wiatr i prawie 5 tys ludzi uśmiechniętych od ucha do ucha, zachowujących się jakby zimno ich nie dotykało :-D
Piękny jest ten stan euforyczny u biegaczy...
Tym razem udało mi się go mocno poczuć, nawet jeśli nie mogę biegać.


Foty jakości telefonicznej, ale stan ducha i umysłu pokazują idealnie ;-)

Przed startem


START!




META :-)
Meta w hali AmberExpo to fajny pomysł przy niefajnej pogodzie :-)





Patrzę na tych ludzi i wiem, że bieg to nie tylko sport, to także stan ciała i umysłu.
Kiedyś prosiłam Jacka żeby biegał ze mną, twierdził, że nie da rady...
Teraz daje radę i widzę, że właściwie nie jest w stanie zrezygnować i choć raz w tyg wciąga buty i lata :-)
A ja?
Pozostanę wierną kibicką i partnerką z odwieczną nadzieją na powrót...



Grażyna i Jacek

27 sierpnia 2016

Powrót na ścieżki biegowe

Moje bieganie zakończyłem Półmaratonem Niepodległości w listopadzie ubiegłego roku.
Bieg mocno wymęczony, z najsłabszym wynikiem ze wszystkich 10 półmaratonów przebiegniętych
w 2015 roku.
Potrzebowałem odpoczynku i zaplanowałem przez zimę odpoczywać, a na wiosnę zacząć na nowo treningi.
Moja przerwa przeciągnęła się do 9 miesięcy i dopiero teraz zaczynam od nowa bieganie.
Treningi rowerowe na pewno podtrzymały kondycję, ale wysiłek i praca mięśni podczas biegu jest całkiem inna.
Pierwsza przebiegnięta piątka, w biegu Przegonić Raka w październiku 2013 roku, zajęła mi ok 34 min, natomiast treningowa piątka przebiegnięta przed miesiącem - 32 minuty.
Jak widać wróciłem do początków biegania.
Nawet jeżeli na czwartym treningu czas był poniżej 30 min to ciśnienie zmierzone po biegu oraz puls miałem zbyt wysoki co wskazuje na to, że przesadziłem z tempem i na taki czas muszę jeszcze poczekać.

W biograficznej książce "Ukryta Siła", Rich Roll opisuje jak po paru trudnych dla niego latach z nadwagą, w wieku około 40 lat postanowił prowadzić zdrowy tryb życia i zaczął biegać.
Jego trener personalny kazał mu zwolnić, twierdząc że aby biegać szybciej trzeba najpierw zwolnić.
Roll bardzo się zdziwił, że aby utrzymywać właściwe tętno podczas biegu musi prawie iść.



Kolejna książka mogąca inspirować początkujących biegaczy to "Ultramaratończyk" autorstwa Deana Karnazesa.
Jest to autobiografia długodystansowca. Biegał tylko w szkole, później prowadził dostatnie życie finansisty, spełniając się zawodowo i rodzinnie.
W swoje 30-te urodziny nagle coś w nim pękło i po piętnastu latach niebiegania, wstał z kanapy i wyszedł na trening. Rozpoczął nowy etap życia przeistaczając się od powolnego truchtacza do ultramaratończyka.




Obaj panowie się znają i chociaż za sobą nie przepadają wystawili na wzajem pozytywne recenzje swoim książkom.

Ja nie będę miał profesjonalnego trenera, mogę jedynie wspierać się literaturą i poradami znajomych biegaczy by korzystać na błędach innych a popełniać jak najmniej swoich własnych. Najwięcej najcenniejszych porad, przez cały swój poprzedni okres biegowy otrzymałem od Grażynki.


Jacek.

22 sierpnia 2016

Gość w dom...

Grażyna:
Nie chce mi się skrobać, ale mam kata nad sobą, więc... :-P
Weekend minął szybko i treściwie, z fajnymi ludźmi przy boku ;-)
Z Kaśką i Jaśkiem w piątek wpadliśmy do "Naszej" Chaty, w sobotę zwiedzaliśmy Szymbark
i Wieżycę, w niedzielę zaliczyliśmy spacer dookoła Jeziora Przywidzkiego, a po południu,
w deszczu, wybrałyśmy się we dwie na 16 km wypad rowerowy.
Nie ma to jak zdrowa głowa :-D
Młody wraz z mamą odwiedzili jeszcze nasze labirynty w kukurydzy KLIK
Szymbark nawiedziłam po raz trzeci i chyba ostatni, choć miejsce naprawdę bardzo fajne :-)


a sala bankietowa, której poprzednio nie było, mnie urzekła ;-)


Jacek:
Korzystając z okazji, że mieliśmy gości z drugiego końca Polski, już po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu lat odwiedziliśmy Szymbark.


Założony przez Daniela Czapiewskiego Skansen, o którym już pisaliśmy KLIK, nadal się rozwija.
W  tej chwili oprócz domu stojącego na dachu, domu Sybiraka, najdłuższej deski świata, obejrzeliśmy Kościółek Św. Rafała (który albo nam umknął poprzednimi razami, albo mieliśmy pomroczność jasną :-/ ) i największy fortepian świata.


Spacer po skansenie przywołuje również nostalgię i smutek podczas oglądania: łagru czy pociągu śmierci...

Ale żeby już tak całkiem smutno nie było, dojrzałem COŚ w sam raz dla siebie :-P


Bo przecież ogólnie wiadomo, że...


:-)  :-)  :-)  :-)

Korzystając też, że już jesteśmy w najpiękniejszym przyrodniczo miejscu Szwajcarii Kaszubskiej, wdrapaliśmy się na wieżę widokową w Wieżycy (najwyżej położony punkt na Pomorzu ), o którym też już pisaliśmy KLIK, by podziwiać widoki...



Zwiedzając skansen natknęliśmy się na maszyny rolnicze używane przez mojego dziadka.



Ja wiem do czego służyły, bo czasem towarzyszyłem dziadkowi przy pracy, ale czy pokolenie dzisiejszych 20 latków też wie???

Grażyna:
Oj tak! Pięknie stamtąd się patrzy i jeszcze piękniej macha tą wieżą :-)
I zapewniam Cię Kochanie, że miejsce w niebie masz zapewnione :-P :-D

Od Kasi dostaliśmy piękne prezenty... Dziękujemy raz jeszcze! :-)


Kubeczki widać, a w butelce - 2 litry piwa z browaru Kaszubska Korona, którego oczywiście już nie ma :-D
Ale od dziś, po same brzegi, wypełnia ją zrobiona przez nas, nalewka wiśniowa :-)
Będzie leżakować minimum do świąt :-)
I już tak na koniec, gościnnie na naszym blogu, coby zakończyć miłym akcentem...

Kaśka:
Kaszuby powitały nas upałem, którego poskąpiło nam Pomorze. Pierwsze spotkanie z Grażynką w Pruszczu, a później z Jackiem. Lubię spotykać ludzi, z którymi rozmowa się sama toczy, a tak właśnie było. W sobotę mieliśmy przyjemność poznać skarb kaszubskiej ziemi. Szymbark - dla mnie odwrócony dom. Dziś wiem, że to miejsce niezwykłe, pielęgnujące pamięć o naszych przodkach, którym nie dane było smakowanie wolności. Smutna, ale niezwykle ciekawa lekcja historii. Doświadczenie nalotu... I pewien niesmak, gdy dzieci, młodzież potrafią się zachować, a dorosły kieruje się tylko swoim... Nie potrafił odkleić wzroku od wyświetlacza telefonu.
Wizyta w Domu Odwróconym do Góry Nogami zapewnia nieziemskie wrażenia. Szczyt Wieżycy nieoczekiwanie szybko osiągnięty, mój syn podziwiał widok z wieży - ja się nie odważyłam.
Kaszuby - pozostaną wspomnieniem,do którego chętnie będę wracać. Mam nadzieję, że za czas jakiś powrócę (sama lub z potomstwem), by znów rozsmakować się w gościnności gospodarzy, Grażynka potrafi dopieścić moje podniebienie, a zupa pomidorowa... Niestety długo pewnie takiego nieba w gębie miała nie będę. Mam cichutką nadzieję, że w przyszłości będę mogła gościć gospodarzy u siebie.
I kropka nad "i" moje tkanki miękkie mają szansę posiedzieć na rowerowym siodełku:))
Dziękuję:))) Daliście nam kawałeczek Nieba:))

Grażyna i Jacek