13 grudnia 2017

Taki straszny???

Jacek:


Wchodzę do przedsionka  banku by wypłacić pieniądze z bankomatu. Stojąca przed bankomatem kobieta w wieku 30+ w pośpiechu zabrała kartę i wybiegła.



Po jej wyjściu z bankomatu wysunęły się 2 banknoty 100 złotowe. Otworzyłem drzwi i krzyknąłem za nią:
- Nie poczeka Pani na swoje pieniążki?.
Kobieta wróciła, jej przerażenie w oczach znikało, a oddech zaczął się uspokajać. Wzięła pieniądze i powiedziała tylko, że ostatnio jest zmęczona i rozkojarzona.
Pomyślałem, że bała się że chcę jej zrobić krzywdę i dlatego uciekała.
Może nie jestem już piękny i młody ani przecudnej urody, ale nie myślałem, że wyglądam na bandytę chcącego wyrządzić komuś krzywdę 😎
Zawsze uczciwość stawiałem ponad wszystkie wartości...

Grażyna:
To nieważne jak się wygląda bo żyjemy w takich czasach, że najporządniej wyglądający człowiek może Ci wsadzić nóż w plecy - dosłownie i w przenośni.
Pamiętam jak za cudownych, mazurskich czasów, często wędrowałam do Giżycka na piechotę (15 km) i jak równie często zatrzymywały się różne "okazje" żeby mnie podwieźć. Zazwyczaj byli to panowie i trudno było im uwierzyć, że idę bo mam ochotę na długi spacer 😉
Nigdy nie wsiadłam, nawet jak byłam bardzo zmęczona, bo zwyczajnie się... bałam.

No ale już tak na koniec to sam przyznasz, że patrząc na niektóre Twoje miny, mozna się bać 😂



Grażyna i Jacek


6 grudnia 2017

Zwierząt nigdy dość! :-P

Nie mogłam znieść przewagi testosteronu w domu  👀
No zwyczajnie przeszkadzało mi, że zawsze babińca było więcej, a tu nagle zrobiło się odwrotnie  😏
Trza było coś wymyślić, ale zwierzyniec nawinął się sam i nie musiałam wysilać szarych komórek.
Wiercenie dziury w Jackowym brzuchu zajęło mi... bagatela! pół godziny 😉 a może 15 min... 😎
Ponieważ nowe zwierza to całkiem inny gatunek z dotychczas posiadających, obowiązkowo musiały być 2!!!


Żeby miały towarzystwo i zwyczajnie się nie nudziły 😂
Wystarczyło 5 min, kliknąć "kup" i czekać na kuriera.
Ależ byłam podjarana tym oczekiwaniem 😄 Miałam nadzieję, że szybciej jak dziś (czyli w Mikołajki) to to nie dotrze, ale jakież było moje zdziwienie, gdy pan kurier zawitał wczoraj!

Odebrałam dwa kartoniki, sklejone razem (pewnie żeby nie zmarzły - zwierza, nie kartoniki 😜)
i zaczęłam szybko, choć delikatnie je otwierać.
Moim oczom ukazały się piękne, mięciutkie damy: Asia i Lui 💕



Prawda, że cudne? I teraz dom pachnie kobietami 😍
Te dwie piękne dziewczyny przyszły na świat nie bez powodu...


Więcej na temat akcji "Kup Misia" oraz samej fundacji tu: KLIK
Tak więc w naszym domu mieszkają 2 koty: Dusza i Isia, 2 króliki: Vifon i Lis, pies: Fado i 2 niedźwiadki: Asia i Lui 😵, oraz MY oczywiście!
Asia i Lui docelowo zamieszkały na półce w naszej sypialni i dostały ode mnie zadanie: mają być strażniczkami naszych snów 😉


Oczywiście czasami muszę się nimi zając i wtedy schodzą ze swoich wysokości...


Cieszę się, że przygarnęliśmy je we dwie, bo dobrze im razem 💖


a mi dobrze z nimi 😚


Jacek sprawił mi dużo frajdy tym misiowym prezentem Mikołajkowym, jednak świadomość, że pieniądze z ich sprzedaży są przeznaczone na leczenie i rehabilitację dzieci, daje jeszcze więcej radochy.

Sami mamy niewiele, ale staramy się czasami coś wyłuskać dla innych.
I cieszę się radością, nie tylko innych, ale swoją przede wszystkim.
Dziękuję Kochanie Wszechświatu za CIEBIE! 😍😙




Grażyna


P.S.
A na pomoc, nie tylko Mikołajkową czy świateczną, czekają:
- giżycki Brat Kot KLIK
- sopockie Uszakowo KLIK
- gdański Promyk KLIK

3 grudnia 2017

Stało się!

Grażyna:


Znalazłam na olx ogłoszenie "oddam szczeniaki" i pojechaliśmy je zobaczyć. W oko wpadła mi konkretna sunia i nie chciałam żadnej innej.
Na miejscu okazało się, że TA sunia i jeszcze jeden psiak MUSZĄ zostać bo... DZIECKO tak chce.
Zatrzęsło mną!
W kojcu średniej wielkości suka, wychudzona, trzęsąca się z zimna (buda była), przy niej 6 szczeniąt i dorosły facet, niepotrafiący zabezpieczyć jednej suki przed ciążami, mówiący mi, że DZIECKO TAK CHCE!!!
Psa nie wzięliśmy, ale bardzo dziś żałuję, że nie zadzwoniłam do TOZ-u i w sumie nic mnie nie usprawiedliwia.

17.11. pojechaliśmy do schroniska.
To był smutny widok i ciężkie przeżycie. Tyle nieszczęścia w jednym miejscu...
Jacek wcześniej przejrzał ich stronkę i wybrał psa, który wydał mu się idealny 😉
Hektor to ok dwuletni, duży pies. Piękny, tylko olał nas totalnie 😅 W ogóle nie był nami zainteresowany, nawet nie podszedł nas obwąchać 😎 Chemia nie zadziałała.


Zanim doszliśmy do jego klatki, mijaliśmy boks nr 5, a w nim jeszcze nie nasz pies.


Siedział taki spokojny, opanowany, a gdy go zawołałam podszedł merdając ogonem.
Podałam mu rękę do powąchania - polizał ją, a gdy nachyliłam twarz - wyciągnął nochala przez kraty i przytulił do mojego policzka. Kupił mnie! 💓
Nie szalał, nie szczekał, zachowywał spokój i opanowanie, ciesząc się człowiekiem.
Zabraliśmy go na spacer.



Jacek trochę z nim pobiegał - Fado ma niespożytą energię.


Decyzja zapadła, pies będzie nasz 😊
Ale zanim ta decyzja zapadła, przeszliśmy jeszcze przez wszystkie boksy, obserwując psy.
Pewien kudłacz bardzo rozpaczał i byłam w stanie zabrać go natychmiast, ale okazało się,że jest w okresie kwarantanny i zresztą już zarezerwowany 😉


Wiemy, że już grzeje dupkę w nowym domku 😇
Braliśmy też pod uwagę haskiego, ale na spacer nie mogliśmy wziąć, bo również obowiązywała go kwarantanna.


Natomiast między nami i Fado chemia zadziałała niemal natychmiast, a sympatia była dwustronna 😄
Po 3 spacerach, w niedzielę 19.11. umowa adopcyjna została podpisana, a Fado zapakowany do auta.


Bardzo było widać jak nowe miejsce stresuje psa. Chciał się odprężyć próbując wyciągnąć na boku, ale po chwili kładł się na brzuch...


Dopiero następnego dnia, po wielu głaskach, długim spacerze i pełnej misce, odważył się położyć "kołami" do góry 😊


Dlaczego ON, a nie inny?
Bo chyba między człowiekiem i zwierzęciem musi zaistnieć ta niewidzialna, łącząca nić, tak samo jak pomiędzy ludźmi.
Kiedy jechaliśmy do Kociętnika, chciałam konkretnego kota, ale on nawet nie dał się pogłaskać 😔
Natomiast Dusza tak płakała, że musiałam ją stamtąd zabrać.
Tak samo było tym razem: Hektor nie czuł do nas nic (ja też nie), natomiast do Fado i Fado do nas COŚ natychmiast 😏

W niedzielę miną 2 tygodnie jak jest z nami.
Fado do schroniska trafił z interwencji, ktoś przywiązał go do słupa i zostawił...
Zastanawiałam się nad przyczyną i w ciągu tygodnia wszystko było jasne - jest niszczycielem 😜 (co oczywiście nie usprawiedliwia bydlaka, który zostawił go na pastwę losu!)
Może nie jakimś strasznym, ale buty, odzież i to na czym nam zależy trzeba chować.
Nie lubi być sam, bo właśnie wtedy dochodzi do incydentu przeżuwania naszych rzeczy.
Poza tym to wesoły, młody psiak (ok 8 mies), wcale nie mały, już waży 30 kg.
Zajmuje sporo miejsca na naszych 40 metrach, ale mam do niego tak wielkie pokłady cierpliwości i miłości, że nasz dom jest jego domem, a Fado to DOMOWNIK!
Jest świetnym kompanem do biegów długodystansowych, po których Jacek ma dość a pies nie 😂


Przyjaźń międzygatunkowa również się zawiązuje



Gorzej z kotami, ale z doświadczenia wiem, że za 2 miesiące będzie ok 😉
Nasza piesa nie należy do żarłocznych, ma niedowagę i staramy się go zdrowo odżywiać. Ostatnio Jacek przyniósł z pracy 3 kg kość z mięsem.
Dwa dni ją skubał jakby chciał a nie mógł


nawet miał wspólnika 😎


ale ostatecznie Jacek obskubał mięso, a kość wyrzuciliśmy. Pokrojone mięso chętniej zjada (oczywiście pies a nie Jacek 😋). Po zważeniu kości okazało się, że było na niej 2,5 kg mięcha!

Fado kocha spacery i z racji jego gabarytów zapewniamy mu jedno długie wyjście i 2-3 krótsze.


Tak wygląda jego przestrzeń biegowa 😊
No i kijek obowiązkowo...


A w domu dobrze wtedy, gdy jest jak najbliżej człowieka...


Anetka napisała: "cieszę się,że dajecie mu szczęście", ale ja mam wrażenie, że ON daje mi/nam więcej szczęścia niż ja/my jemu 😊 a przynajmniej korzyść z zaczerpniętej szczęśliwości jest obopólna!

Zbliżają się święta i przeraża mnie myśl, że za moment niechciane, żywe prezenty pod choinkę, wylądują na ulicach, w lasach, schroniskach...
Zacznijmy wreszcie zachowywać się odpowiedzialnie!
Jeśli dziecko chce psa czy kota nie oznacza, że nas dorosłych zwalnia to z odpowiedzialności za to zwierzę. Dziecko niech pół roku ze smyczą na spacery wychodzi o stałych porach i jeśli po pół roku  mu się nie znudzi, to proszę bardzo.
Chce kota? Ok, może sąsiadka ma, to niech pół roku chodzi i sprząta kocią kuwetę...
Królika?....
Mogłabym tak bez końca, ale mam serdecznie dość nieodpowiedzialnych rodziców, którym się wydaje, że królika można zamknąć w klatce i udawać, że go nie ma!
Każdy zwierzak którego przygarniecie przez kilka lat będzie częścią rodziny, warto zatem poczytać co robić żeby NOWEMU było z Wami dobrze. 
Jak z prawdziwą rodziną! 



Jacek:
Marzył mi się malutki pies do wspólnych treningów biegowych. Widziałem takiego, z niespożytą energią, jak przebiegł ze swoim właścicielem Półmaraton Ślężański. Fotka z biegu się nie zachowała ale był to Jack Russell terrier.


Nasza Lusia nawet jak była fajna i super psem z charakteru


to, niestety, nie biegała. 


Fado, chociaż psy są raczej sprinterami, ma taką energię, że moim tempem mógłby biegać maratony.

Grażyna:
Nie będziemy sponsorować ŻADNYCH chodowców. Tyle biedy siedzi w różnych schroniskach i innych bidulach, że aż żal patrzeć...
W Fado mieści się kilka takich terierów i doczekaleś się kompana swoich szaleństw 😉
Niech Wam zdrowie dopisuje przez długie lata 💕


Grażyna i Jacek



14 listopada 2017

Ona i Ja.

Ten post poświęcam samej sobie, z nadzieją, że za rok będzie lepiej...

Niewiele ponad rok temu robiłam ten wpis KLIK.
Dziś zupełnie przypadkowo na niego trafiłam i pomyślałam sobie, że tegoroczna jesień nie jest tak piękna, tak jak i ten rok był dla mnie słaby.
Zaczęłam chorować, osłabłam psychicznie i fizycznie, przytyłam...
Ciało dokładnie odzwierciedliło stan umysłu.
Jakoś tak zbrzydłam fizycznie i psychicznie sama sobie.
Wszystko przestało mnie cieszyć, a najbardziej życie, choć bardzo się staram dla Jacka i jeszcze kilku osób, bardzo dla mnie ważnych.
Wychodzenie z domu jest trudne, a jak słyszę "weź się w garść" to pusty śmiech mnie ogarnia.
No ale byliśmy w tym Poznaniu, rozpatrujemy ponowną adopcję psa (tak nam to przychodzi i odchodzi, ale pewnie jakiś w końcu u nas zamieszka), wylicytowałam zakładkę do książki,
a pieniążki poszły do Brata Kota dla braci mniejszych.



Właśnie rozpoczął się Bazarek Mikołajkowy 😊 KLIK
Książka też nie jest taka zwyczajna... warto kliknąć KLIK

Ach... i przecież na chińszczyźnie (albo innej wietnamszczyźnie 😎) byliśmy!


Taki niepozorny budyneczek, ale że opinie mieszane to chcieliśmy sprawdzić.
Menu dość obszerne...


Jacek zamówił wieprzowinę pięciu smaków,



a ja na ostro z cebulą i czosnkiem.


Czubate talerze, cennik widoczny, a smak...
Moje danie byłoby cudowne, gdyby wieprzowina była miękka. Podane jeszcze skwierczące na żeliwnym półmisku dawało fajny efekt.
Oczywiście wymieniliśmy się z Jackiem talerzami, ale jakież rozczarowanie mnie spotkało po zetknięciu się mojego podniebienia z tym co było na jego talerzu.
Już sobie zapamiętam, że jak COŚ ma 5 smaków tzn, że nie ma żadnego!
Ogólnie nic nie mam do tego miejsca, ale to chyba nie moje klimaty.


I tak właśnie myśląc o innych próbuję żyć...

Trudno jest zabrać się do czegokolwiek będąc w takim dziwnym stanie.
Ciągle szukam w sobie tamtej dziewczyny sprzed 2-3 lat, ale ona gdzieś mi się zawieruszyła...
I która to Ona, a która Ja?
Może ta wesoła, łaknąca przygód, prąca do przodu, korzystająca z życia to właśnie Ona...
A ja to ta smutna, przygnębiona, zamknięta na siebie i świat?
Pewnie my obie to jedno, bo życie to nie linia prosta, to sinusoida.
Prosta to śmierć, sinusoida to życie - dokładnie tak jak na kardiomonitorze.

Śmierć...
Nawet nie wiedziałam, że tak łatwo można ją planować...
Ale wiem jedno, dopóki jestem w stanie znaleźć choć jeden powód do życia, a moim najgłębszym popędem będzie poszukiwanie sensu, to żyć będę.

Każdego dnia wyznaczam sobie jeden mały cel, taki, który jestem w stanie zrobić.
I robię.

Każdego dnia uśmiecham się, żartuję, gram... żeby nie musieć mówić co mi jest, a potem zapadam się w sobie.

Każdego dnia muszę zebrać w sobie bardzo dużo siły... żeby żyć...


Grażyna 


13 listopada 2017

II Poznański Bieg Niepodległości.


Jacek:
Olbrzymia masówka, prawie 10 000 biegaczy na starcie. Każdy w pakiecie otrzymał białą lub czerwoną czapeczkę biegową by utworzyła się nasza flaga narodowa.


Zawodnicy ustawieni w pięciu strefach czasowych według podanych wcześniej czasów.
Start był w trzech turach co 5 minut. Było to doskonałe rozwiązanie, gdyż mniej osób startowało jednocześnie i były to osoby biegający w podobnym tempie. Zdarzały się wyjątki, osoby z numerem niebieskim czyli takie które nie są w stanie pokonać 10 km w godzinę stawały w strefie czasowej na 50 a nawet 40 minut i biegacze w tłumie ich potrącali przepychając się do przodu.

Mój rekord życiowy na 10 km to 50:41 min. Stałem w jednym z pierwszych rzędów swojej strefy, a i tak start był powolny zanim tłum się rozciągnął.
Do siódmego kilometra trzymałem bardzo dobre tempo 5:03 i 5:04 dopiero siódmy i ósmy kilometr miałem 5:30. Straty tej już nie nadrobiłem.
W rezultacie miałem 51:37.
Przede mną było 3176 biegaczy na prawie 10 000 uczestników, czyli w pierwszej połowie się zmieściłem.
Takie masówki są pod jednym względem dobre: niezależnie w jakim tempie biegniesz, czy na 40 minut czy na 80 to i tak biegniesz w tłumie otoczony ludźmi o tych samych możliwościach biegowych co TY.


Grażyna:
To nasz czwarty wyjazd do Poznania i tak samo jak poprzednie 3 razy, tak i tym razem nie zrobiliśmy tego co chcieliśmy 😒
Ogólnie możemy zwalić na pogodę, bo lało całą noc, a i w dzień była taka byle jaka.
Nocleg zarezerwowaliśmy miesiąc wcześniej w czymś co się nazywało Charlie i NIGDY tam nie wrócimy!
Syf straszny... jeszcze pokój jako tako, ale łazienka tak brudna i śmierdząca, że z prysznica nie skorzystałam (więc też śmierdziałam 😝), a załatwiałam się na stojąco, bo bałam się usiąść na sedes bleee 😠
Mieliśmy tam spędzić dwie noce, ale nie dałabym rady drugiej bez mycia.
Ja nie z tych wrażliwych, ale skoro mnie ruszyło tzn, że było FATALNIE!

Na starcie byliśmy już o 9.


W powietrzu czuło się, że to ważne święto dla nas, Polaków...


że gdzieś głęboko jesteśmy z tymi, którzy dla nas tę niepodległość wywalczyli.
Przed samym startem został odśpiewany hymn i tylko brak wyprostowanej postawy u niektórych raził "po oczach".

Biegaczy prowadziły motocykle i samochód policyjny (oczywiście z kierowcami 😉)



a wszystko pięknie komentował i opowiadał pan stojący na tym pięknym autobusie 😄


Jacek, niestety, bardzo szybko marzł i miałam nadzieję, że zdoła się rozgrzać po starcie...


Koszulka nie biała i nie czerwona, ale nasza kaszubska, bo w końcu tu mieszkamy i chcemy promować nasz region 😊
Bieg ukończony, medal zdobyty i tylko czasami gdzieś na dnie serducha czuję ukłucie i żal do losu...



Grażyna i Jacek