12 marca 2017

Chwaszczyńska 10



Jacek:
Rozpoczął się cykl biegów "Kaszuby Biegają".
Już o tym pisaliśmy, jest to 12 biegów + prolog, na dystansach od 10 do 21 km w różnych lokalizacjach Kaszub.
Cały cykl można było opłacić jednorazowo i startować ze stałym numerem.
Prolog, czyli "Chwaszczyńska 10" jest biegiem dodatkowym, rozpoczynającym cykl. który się właśnie odbył.

Udział wzięło 612 osób, pomimo zapisania się ponad 700.
Na początku stają jak zwykle najszybsi.


Ja stanąłem gdzieś w połowie. Po starcie nie było zbyt wielu osób spowalniających, przez których trzeba było się przedrzeć. Wystartowałem szybszym tempem niż treningowe licząc, że dotrę przynajmniej na 6 km zanim zacznę słabnąć. Kiedy na trzecim kilometrze wyprzedzałem pojedyncze osoby nie zastanawiałem się czy nie biegnę za szybko.
Na piątym kilometrze widziałem już czołówkę zmierzającą do mety, zazdrościłem im ;-)
Gdy na 6 km usłyszałem rozmowę poprzedzających mnie biegaczy, że szykują się na 55 min, to byłem zadowolony, gdyż nieśmiało liczyłem na 58 min. Dołączyłem do kilku osób z którymi biegłem aż do ostatniego kilometra.
Na dziesiątym kilometrze pan i pani biegnący obok nagle przyspieszyli. Przestałem za nimi nadążać, ale starałem się dotrzymać im tempa.
Na ostatnich 10 metrach wykorzystałem rezerwy energii, by jeszcze bardziej przyspieszyć


i na metę wpadłem o krok przed nimi :-)


Załapałem się na fotkę organizatorów :-)




Na fotce, po otrzymaniu medalu, widzę na swojej twarzy ogromne zmęczenie


Według Endomondo trasa miała 9,62 km, a mój czas to 53:42.
Pierwsze miejsce, zarazem rekord trasy zdobył pan z Ukrainy



Niestety nie ma jeszcze wyników i nie znam ani swojego czasu ani zwycięzców.

Grażyna:
Widzenie fotki jest różne, jak różna jest nasza płeć ;-P
Ja widzę ogromne zadowolenie :-D

Jacek:
Cykl biegów "Kaszuby Biegają" jest tylko częścią przedsięwzięcia biegowego kaszub.
Są jeszcze:
"Małe Kaszuby Biegają" obejmujący 10 biegów dla dzieci i młodzieży na różnych dystansach w zależności od wieku uczestnika,
"Biegowe Grand Prix Kaszub" obejmujące 10 biegów na dystansach od 1 mili do 10 km, oraz biegi o tytuł "Hard Runnera", gdzie w ciągu jednego weekendu trzeba przebiec 5 biegów: 1,6 km, 5 km, 10 km, 15 km i 21 km.
Znajdzie się coś dla każdego amatora biegania z Kaszub i nie tylko.

Grażyna:
Już od 2 lat jestem tylko na pozycji kibica i obserwatora i raczej straciłam nadzieję na powrót na ścieżki biegowe. Myślałam,że czarną rozpacz z tego powodu mam już za sobą, ale niestety, wraz z rozpoczęciem sezonu, wróciły łzy złości, żalu, bezradności i pustki.
Ale ja nie o tym dzisiaj, zresztą już wpisy na ten temat były.
GRATULUJĘ Kochanie! <3
Fajny bieg i mimo braku mocnych treningów dałeś sobie świetnie radę :-*
Niestety, trasa dla mnie pozostanie tajemnicą, ale organizacja była na 5.

Wszyscy mogli czuć się przywitani ;-)


Pakiety odbierało się w sali, w której było dość miejsca na rozciąganie i krzesełka żeby dupkę posadzić :-)



Był też punkt, gdzie można było zostawić nakrętki dla Milenki




Po biegu dla spragnionych była woda, kawa i herbata, a dla głodnych zupka z bułą :-)



Niczego nie brakowało. Nie była to kolejna masówka, trasa leśna, pogoda może nie słoneczna, ale przyjemna dla biegnących.
Trzymam kciuki za kolejne Twoje biegi z rozpoczętego cyklu, Kochanie :-*

Jacek
Z ostatniej chwili.
2 pierwsze miejsca to panowie z Ukrainy z czasami: 30:16 i 30:36.
Mój czas 53:30, na metę dotarło 595 osób, ostatnia z czasem 1:21:09.

Grażyna i Jacek

27 lutego 2017

Tęczowy Most...


To tylko pies...

To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
A ja ci powiem
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
A kiedy się pożegnać trzeba
I psu czas iść do psiego nieba
To niedaleko pies wyrusza
Przecież przy tobie jest psie niebo
Z tobą zostaje jego dusza

O Lusi i jej przybyciu do nas pisaliśmy TU
Miała wówczas prawie 8 lat i zakładaliśmy, że będzie z nami przynajmniej drugie tyle...
Ale życie jest nieprzewidywalne i często doświadcza nas bardzo boleśnie.
Lusia źle się poczuła, zwracała, przestała jeść, a potem pić. 
Po rtg było podejrzenie nowotworu w okolicach żołądka, po usg, że zjadła coś, co się nie strawi 
i trzeba operować.
Dostawała kroplówki, antybiotyk, leki przeciwwymiotne i w ciągu 2 tyg trafiła na stół operacyjny. 
Lekarze uprzedzali mnie, że różnie jej organizm może zareagować na narkozę, ale innego wyjścia i tak nie mieliśmy, bo groziła jej śmierć głodowa w męczarniach.
17.02. zawiozłam ją do lecznicy i czekałam na telefon.
Ok 19 zadzwonił Pan doktor, zadowolony z przebiegu operacji, mówił, że Lusia to wspaniały pies, że chodzi, wyszła siusiu, zjadła jakąś papkę i ogólnie jest super.
Nic nie zapowiadało tragedii...
18.02. rano jechaliśmy ją odebrać. Gdy weszliśmy do gabinetu mina Pana doktora nie zapowiadała niczego dobrego. Usłyszałam jak skomle w pomieszczeniu obok na dźwięk mojego głosu.
Wołała:"jestem tutaj!"
To co usłyszeliśmy od lekarza było straszne, ale to co zobaczyłam, nie do opisania.
Psinka leżała na podkładzie, nie miała nawet siły podnieść głowy, nie zamerdała ogonem, była już na morfinie.
3 godz po telefonie z lecznicy nastąpiło załamanie organizmu i nic już nie działało.
Lusia odchodziła...
Obiecałam jej w piątek, że po nią wrócę, że musi być dzielna...
I wróciłam... ale tylko po to żeby się z nią pożegnać.
O godzinie 13 dostaliśmy informację, że skrócono jej cierpienie.

Była z nami dwa i pół roku.
Podróżowała w plecaku, gdy jeździliśmy przez Polskę na rowerach, autem na Jackowe biegi.
Towarzyszyła nam prawie zawsze.
I nagle jej zabrakło...
Codziennie słyszę jej dreptanie, a gdy szczeka pies sąsiadów to mam wrażenie, że to ona. 


Nauczyła nas innej wrażliwości, cierpliwości, miłości, odpowiedzialności, empatii do zwierząt.
Bywały i dni gorsze, kiedy czasami okazywaliśmy zniecierpliwienie i nie mieliśmy ochoty na jej czułości, których Lusia NIGDY nie miała dość.
Ona zawsze była blisko nas, blisko człowieka...

Nigdy nie okazywała zniecierpliwienia czy agresji wobec człowieka czy innych zwierząt.



Była psem idealnym! Nawet gdy szukano jej żył (które po odwodnieniu pękały jak szalone) na kolejną kroplówkę, wykazywała dużo spokoju.
Mimo bólu jaki czuję, chciałabym za chwilę pomóc kolejnemu psu. Jacek też chce.
Lusia była psem wystawowym i dającym kasę w okresie rozrodczym. Jeszcze jako prawie 8-mio latka została zapłodniona aby wydoić z niej kasę. 
Świat ludzki jest okrutny! i zrozumieliśmy to właśnie dzięki niej.


Bardzo za Tobą tęsknię Lusiaczku <3


To ostatnia wspólna fotka, zrobiona dzień przed odwiezieniem jej na operację...

Wiem, że teraz jest szczęśliwa za Tęczowym Mostem, że opiekują się nią inni Bracia Mniejsi, że nic już ją nie boli i mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy i nie będzie pamiętała o moich fochach.
Chciałabym, żeby KAŻDY człowiek wreszcie zrozumiał, że pies, kot czy inny udomowiony zwierz to nie zabawka! To stworzenia, które czują i są uzależnione tylko od nas.


Nie mogę uwierzyć, że w te jej wierne, piękne czarne oczy, mogę spojrzeć już tylko na zdjęciu ;-(
Bądź szczęśliwa moja Kochana Dziewczynko :-*



"A gdy się wypełniły dni i umrzeć przyszło latem,
przez most tęczowy przeszły psy. - Równiutko. Łapa w łapę.
Od łap tysięcy dudnił most, deszcz krwawy smagał ziemię,
a one szły, i szły, i szły, ból niosąc i cierpienie.
Anioł zastukał w boże drzwi: - Mój Panie, już są blisko" -...
Popatrzył w oczy pełne łez, choć przecież znają wszystko.
U zejścia z mostu stanął Bóg - pobladły, wargi drżące - 
- jak tu utulić wszystkie psy, gdy idą ich tysiące?...
Jakimi słowy błagać ma Bóg psy o wybaczenie 
za to,że wierząc w obraz swój, dał człowiekowi Ziemię?"

Grażyna

21 lutego 2017

Ponownie ZRÓB TO SAM! :-P

Jacek:
Wiosna tuż, tuż...
Postanowiłem ugościć na naszej działce ptaszki, które zredukują nam trochę liczbę komarów :) i innych działkowych szkodników!
Dostępny materiał: deska 60 x 11 cm i trochę ścinków. Deskę przeciąłem pod ukosem by powstały ściany boczne i odciąłem niepotrzebny kawałek.



Ze ścinków wyciąłem pozostałe ściany, dach i  podłogę


Budka będzie dla malutkich ptaszków. Sikorki, wróble, pleszki, muchówki, mazurki.
Otwór około 3 cm. + - 3 mm i podłodze 11 x 11 cm, by większe ptaki się tam nie wprowadziły.
Dla nich będzie druga budka, o większym metrażu ;-)

Jedna część musi być otwierana by po sezonie lęgowym wyczyścić po byłych lokatorach
i przygotować następnym. Może to być przednia ściana. Ja zdecydowałem się na zdejmowany dach.


Niektórzy montują pod otworem kijek. Niby ułatwi to ptaszkom wchodzenie do budki.
Ptaszkom nie jest on do niczego potrzebny, za to drapieżnik, np. kot, ma łatwiejsze zadanie by się tam zaczepić i sięgnąć łapą do środka, albo sroka dziobem.
Kijek zrobiłem, ale w środku, pod otworem :-)


Ptaszek będzie miał na czym stanąć, za to drapieżnikowi utrudnię włożenie łapy czy dzioba.

Budka w stanie surowym zamkniętym :-D


Dojdzie jeszcze zaszpachlowanie widocznych wkrętów i będzie można umieścić ją na drzewie przy działce. Wysokość nie mniejsza niż 3 m od ziemi, bo ptaszki nawet tam nie zajrzą...
Nie jest to może dzieło sztuki ale ja nie jestem stolarzem. Nie mam potrzebnych umiejętności i narzędzi. Może to się zmieni bazując na próbach i błędach.

Grażyna:
Ja też nie mam papierów kucharskich, a gotuję, a Tobie nawet smakuje :-p
Nie jestem pielęgniarką, a robię zastrzyki... itp, itd.
Czasami wystarczy chęć.
Lubię jak tak sobie coś wymyślasz, dłubiesz, tworzysz, nawet jeśli potem krytykujesz, zupełnie niepotrzebnie :-*


Grażyna i Jacek

7 lutego 2017

Kolejna nowa praca 2


Minął już miesiąc w pracy. Skórę na dłoniach bardziej zniszczyłem przez ten miesiąc niż w całym swoim życiu



Po dwóch tygodniach pracy przy piecu i wszechobecnego pyłu węglowego, postanowiłem oszczędzić go moim płucom i pracować w masce.

Maska przed i po pracy


Po drugim dniu maska nie spełniała już swojej roli.


Pył dostał się do środka, a wiec nosa też.

W czasie tego miesiąca wyrzuciłem obornik ze stajenki zwierząt. Podejrzewam, że od wielu miesięcy nikt tego nie robił tylko dorzucał słomy. Warstwa była gruba i mocno ubita. Wyginały mi się widły, myślałem, że wbijam je w deski a to była ubita warstwa zwierzęcych odchodów i słomy.
Dopiero gdy zmieniłem widły na takie z grubymi, stalowymi zębami, wielkie i ciężkie płaty odchodów odrywałem od podłogi.


Uzbierało się 8 taczek.
U kaczek tylko jedna taczka, ale też dawno nikt im ściółki nie wymieniał. W oborniku zalęgły się małe, białe robaczki. Były martwe albo w zimowej hibernacji, ale były. W budce lęgowej znalazłem skorupkę jaja. Jeżeli  pozostała po wykluciu się małej kaczuszki to było to w marcu ubiegłego roku...


Teraz wiem, że zanim tam będę pracował, moi podopieczni nie będą spały na swoich odchodach.
Do szczotki niestety nadal nie mogę ich przyzwyczaić. Złoszczą się i bronią jak chce je czesać. Tylko kuc dał sobie usunąć kołtuny i wyczesać sierść.
Naprawiłem bramę wybiegu kaczek, gdyż trzymała się tylko na siatce i była podpierana deską.
Mam jeszcze w planach ocieplić domek dużych zwierząt, jest tam tylko jedna warstwa desek.
Dam im warstwę waty mineralnej i drugą warstwę desek. Nawet bez drzwi będzie im cieplej.
Zawsze brakuje czasu. Mam do zamontowania ok 40 uchwytów dla niepełnosprawnych w łazienkach, a że w kafelkach wierci się wolno i marudnie to montuje jeden dziennie. Już nawet miałem przytyczkę, że w tym tempie to 2 miesiące będę to robił. Mogę robić i 3 bo nie zamierzam pracować po 12 godzin dziennie.
Po 9, tak jak teraz, wystarczy.
Od początku roku odeszła pokojówka, recepcjonistka i pomoc z Ukrainy (ponoć płakała cały tydzień zanim się zwolniła), a przecież ci ludzie są nie do zdarcia, znoszą wszystkie poniżenia jakich doświadczają od Polaków..
Zwolniono szefa kuchni (oficjalnie był dla nich za drogi) a po dwóch dniach odszedł na własne żądanie inny kucharz. No i 2 tyg temu zwolniono mojego poprzednika.
Jak się przypadkiem dowiedziałem, zatrudniono mnie aby się go pozbyć.
W miejscu gdzie nie szanuje się pracownika, nie liczę na zaczepienie się na dłużej. Na razie usłyszałem pochwałę z ust dyrektora technicznego, że takiego pracownika szukali, że przez miesiąc zrobiłem więcej niż mój poprzednik przez pół roku.
Czekam tylko na potwierdzenie tego przy wypłacie.
Uzgodniliśmy, że za luty i marzec mam dostać 12 zł/godz. Chciałem 14 ale dyrektor stwierdził, że za taką pracę nie może tyle zapłacić i że o mojej stawce docelowej porozmawiamy pod koniec marca. Może też będę dla nich za drogi :-)

Jacek

15 stycznia 2017

Kolejna nowa praca.

Jacek:
Siedzenie w domu do wiosny i pilnowanie ciepełka domowego było dy dobre, gdyby nie finanse. Znalazłem pracę na OLX.
Pan od wszystkiego w dość dużym hotelu, 10 km od domu. Nawet nie zraziło mnie to, że ogłoszenie prawie nie znika. Potrzebna jest osoba do pracy zawsze.
Do obowiązków należeć miało: codziennie dbanie o czystość terenu zewnętrznego dostępnego dla gości, odbieranie i sortowanie śmieci z kuchni oraz obsługi hotelowej, przygotowanie drewna kominkowego i dostarczenie tam gdzie trzeba, dbanie o zwierzęta w Mini ZOO oraz drobne i bardziej skomplikowane naprawy bieżących usterek. Opcjonalnie kotłownia i basen, gdyż to przypisane jest innym osobom i robi się gdy mają wolne.
Pierwszego dnia dowiedziałem się, że jest tu już trzech panów od wszystkiego, którzy się nie wyrabiają pracując przynajmniej 6 dni w tygodniu (a najlepiej 7) po 9 - 10 godzin.
Panowie nawet robili zakłady, czy wytrzymam 2 tygodnie.
Czternasty dzień pracy był właśnie wczoraj.
Przez te dni przerzuciłem tony śniegu, gdyż opady były duże, montowałem uchwyty dla osób niepełnosprawnych w łazienkach, naprawiałem oświetlenie awaryjne i parę innych rzeczy.
Ostatni tydzień doszła mi jeszcze obsługa kotłowni pod nieobecność pana, który się nią zajmuje. Samo zasypanie kotłów zajmuje trochę czasu. Po 2 wielkie taczki węgla na jeden kocioł, a jest ich 4. Słyszałem, że na ogrzanie całego tego obiektu łącznie z woda spala się tonę węgla na dobę. Widząc ile wsypuję każdego dnia, jest to możliwe.
Tak wyglądam po tej czynności


Najbardziej szkoda mi jest zwierząt w mini zoo.
Są kaczki...


Kuc.


Osiołek


Kozioł


Oraz jedyna dama w męskim towarzystwie prócz kaczek: Koza


Mają swoją stajenkę


i paśnik


Zwierzęta nie są przyzwyczajone do bliskości człowieka, nie znają głaskania ani czesania. Gdy mam coś dla nich, np jabłko, wpychają mordki do mojej garści by je dostać, ale gdy chcę je pogłaskać zabierają łepki. Tak samo jest, gdy chce je wyczesać ze śniegu


 i własnych odchodów, którymi są oblepione, a najbardziej osiołek.


Gdy zacząłem pracę ich woda do picia wyglądała tak...


Zamarznięta, brudna ciecz.
Po wyrzuceniu z wiader tak


Ja rozumiem, że po nocy przy ujemnych temperaturach woda zamarza, ale trzeba to odmrozić, wyrzucić i nalać świeżej wody. Za każdym razem, gdy zmieniam ich wodę, pędzą do niej jakby kilka dni nie piły.

Jest tu jeszcze mały biegacz


Jest maleńki, ale biega tak szybko, że nawet Usain Bolt pewnie nie miałby z nim szans :-D

W trakcie pracy (na terenie hotelu) robię około 7 - 8 km, sprawdziłem przez Endomondo.
Problemem są dojazdy gdyż mamy jedno auto. Rano jadę z Grażynką 5 km,  kolejne 5 muszę iść z buta, gdyż nic tam nie jeździ. Gdy popsuł się nam samochód, szedłem cała drogę pieszo, a później nie miałem siły "szuflować" węgla.

Dwa tygodnie wytrzymałem a co będzie dalej w bardzo dużej mierze zależy od stawki którą dostanę. Na miesięcznym okresie próbnym zgodziłem się na 10 zł/h, ale po tym czasie nie będę pracował za mniej niż 13 zł/h. Już wiem, że jeden z panów pracuje za 12 a pozostali dwaj mają więcej.

Grażyna:
Pracę w hotelu znam, pracowałam i nawet jeśli bardzo ją lubiłam to wiem jaka jest ciężka i niewdzięczna, jeśli pracodawca nie szanuje pracownika.
Ogłoszenie, które "wisi" non stop na stronce, nigdy nic dobrego nie wróży.
Jednak nie mieliśmy teraz czasu zastanawiać się nad charakterem pracy, oraz tym czy jest łatwa, lekka i przyjemna.
Naprawa auta bardzo mocno nas nadwyrężyła... :-/ a jest niezbędne.

Jeśli zaś chodzi o traktowanie tam zwierząt, to mam ochotę wysłać do nich na kontrolę TOZ...
Zamarznięta woda i siano bez dodatków typu warzywa czy owoce. Masakra!  :-(

Grażyna i Jacek